Siła new AGE cz. 2
Optymizm i konsekwencja
W poprzednim numerze opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z najsilniejszym człowiekiem świata – Mariuszem Pudzianowskim, który stał się twarzą (i nie tylko twarzą) kampanii promocyjnej lamp newAGE wprowadzonych na rynek przez firmę Euro Sun ze Zgorzelca. Tamta część rozmowy dotyczyła przede wszystkim opalania i spraw z nim związanych. Tym razem o opalaniu będzie niewiele, choć właśnie od „brązu” zaczniemy tę rozmowę. Przede wszystkim skupimy się jednak na tym, jaki Mariusz Pudzianowski jest w życiu prywatnym, jakie ma podejście do pracy i wypoczynku oraz jak wyglądają jego plany na przyszłość. Zapraszamy zatem do lektury!
Kulturyści często korzystają z solarium i wszelkich innych form brązowienia skóry – żeby lepiej wyglądać na pokazach. Jak to jest w przypadku strongmanów? Wydawać by się mogło, że tu wygląd nie ma wielkiego znaczenia, liczy się tylko siła. A może nie tylko?
Mariusz Pudzianowski – To zależy od zawodnika, od konkretnej osoby. Jeśli chodzi o rywalizację – faktycznie ważna jest tylko siła. Większość zawodników w tej dyscyplinie nie zwraca uwagi na swój wygląd – nie pomaga on w wygrywaniu. Dla mnie osobiście ma jednak znaczenie – może drugorzędne, ale ma. Nie gwarantuje osiągów, ale daje satysfakcję. Mimo najlepszych efektów i wielokrotnego tytułu najsilniejszego człowieka świata nadal wyglądam właśnie jak człowiek, a nie jak kulka czy walec. Dodatkowym walorem dobrego wyglądu jest promocja w mediach – zarówno samej dyscypliny, jak i poszczególnych zawodników. Po prostu łatwiej jest promować zawodników dobrze wyglądających.
Patrząc na innych strongmanów, można przypuszczać, że pogodzenie siły i dobrej sylwetki nie jest łatwym zadaniem. Już samo to wydaje się swego rodzaju mistrzostwem.
M.P. – Rzeczywiście nie jest to szczególnie łatwe i wymaga trochę uwagi i zaangażowania. Mnie pomogło zapewne to, że sam jestem dzieckiem kulturysty – pierwsze wzorce bierzemy od rodziców. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, chciałem być silny i pracowałem nad tym wiele długich lat. Jednocześnie dbałem zarówno o kondycję, zdrowie, jak o swój wygląd. Nie wyobrażam sobie siebie jako osoby otyłej, to przeszkadzałoby mi chyba w życiu.
147 kilogramów masy ciała i ani grama tłuszczu. Ćwiczenia ćwiczeniami, ale osiągnięcie czegoś takiego na pewno wymaga specjalistycznej diety i rygorystycznego jej przestrzegania.
M.P. – Tak, oczywiście. Jem wszystko, na co mam ochotę, i w dużych ilościach – nie wiem, czy można to nazwać specjalistyczną dietą (śmiech). Dieta ma kluczowe znaczenie w przypadku kulturystów, u których wielkość i kształt mięśni muszą być perfekcyjne, a ich siła to rzecz drugorzędna. U mnie dobry wygląd to raczej „produkt uboczny” treningów siłowych i nie tylko. Przy tej ilości ruchu, jaką ja mam codziennie, tłuszcz nie ma szans gdziekolwiek się odłożyć. Większą dyscyplinę zachowuję przy suplementacji, która jest oczywiście konieczna.
No właśnie. Ćwiczenia na siłowni i starty w zawodach to niejedyna forma Twojej aktywności. Od wielu lat uprawiasz karate, posiadasz 4 kyu. Jaką rolę pełni karate w Twoim życiu? Domyślam się, że człowiek posiadający ochroniarzy w celu uspokajania napastników nie ćwiczy sztuk walki w celu samoobrony.
M.P. – Ćwiczę od dziecka. Przygoda z karate zaczęła się, jak miałem 10 lat. Nigdy nie traktowałem jednak karate jako celu życiowego czy kierunku sportowego, w którym chciałbym osiągać sukcesy. To dla mnie wspaniała gimnastyka i rozrywka. To również idealna forma relaksu i odprężenia umysłowego. Przyjemne z pożytecznym. Rozciąganie, zwinność, szybkość ćwiczenia aerobowe i koncentracja – to główne pozytywy związane z karate.
Skoro jesteśmy przy formie aktywności innej niż podnoszenie rzeczy ciężkich, może słów kilka na temat tańca z gwiazdami? Czy to również gimnastyka, rozrywka czy może coś więcej?
M.P. – Wszystko po trochu. To przede wszystkim świetna zabawa, ale połączona z ciężką pracą – treningi trwają po kilka godzin dziennie. Do tego akurat jestem przyzwyczajony, ale faktem jest, że to zupełnie inna forma aktywności. Gimnastyka – jak najbardziej, rozrywka – dla mnie na pewno. Mam nadzieję jednak, że przede wszystkim dostarczam rozrywki ludziom przed telewizorami.
Jak wygląda życie profesjonalnego zawodnika, który na dodatek często udziela się medialnie? Jest miejsce na relaks, przyjemności? Czy to raczej życie od treningu do zawodów, przeplatane wywiadami i występami w telewizji itp.?
M.P. – Dobrze to ująłeś – to życie od treningu do treningu, od treningu do zawodów... Staram się po prostu odnajdować przyjemność w tym, co robię, i chyba mi się to udaje. Relaks? To przede wszystkim sen, konieczny, by się zregenerować i odpocząć.
Może zejdźmy na bardziej „przyziemny” temat – pieniądze. Czy ze startów w zawodach strongmanów można się utrzymać?
M.P. – Niestety nie – jeśli mówimy o samych startach. W tym sporcie nie ma aż takich pieniędzy jak np. w piłce nożnej. Im wystarczy, że grają – nie muszą się o nic martwić, mają wypłatę i kontrakt. Ja nie mam kontraktów, pensji też nie, mam płacone tylko od wygranej. Pieniądze są więc tylko wtedy, jeśli odnoszę sukcesy. A to trwać wiecznie nie będzie i mam tego świadomość. Dlatego próbuję sobie już dziś układać powoli przyszłość. Nie wiem dokładnie, jaką, ale fundamenty trzeba murować przed postawieniem domu.
Domyślam się, że podjęcie studiów jest właśnie jednym z elementów stawiania tych fundamentów.
M.P. – No wiesz, czasami warto nie tylko być najsilniejszym, ale i wiedzieć więcej. Obiecałem sobie, że dowiem się czegoś o moich stawach, budowie mięśni i zasadach działania. Jak już powiedziałem, moja kariera kiedyś się skończy, myślę, że nie za szybko, ale nie będę w nieskończoność startował w zawodach strongmanów. Obiecałem sobie, że studia to jedyna rzecz, na którą poza sportem znajdę czas. Zresztą to, co studiuję, jest bezpośrednio związane ze sportem i być może w przyszłości pozwoli mi na pozostanie „w branży” – choć nie chcę w tym momencie wyrokować, w jakiej roli.
Spróbujmy podsumować. Treningi, starty, studia, taniec, aktywność w mediach... Sporo tego. Tak silny człowiek, wielokrotny mistrz świata musi czerpać skądś na to wszystko siłę – nie tylko fizyczną. Skąd Ty ją czerpiesz?
M.P. – Nie mam pojęcia. Ja po prostu robię to, co robię, zawsze na 100%, poza tym mam to szczęście, że robię to, co lubię. Sam się niekiedy dziwię, ale jakoś wierzę w to, że po prostu udźwignę to, do czego podchodzę – i tak właśnie się dzieje. Wszystko, za co się biorę, traktuję bardzo poważnie, i staram się do tego przyłożyć. To jest chyba podstawa sukcesu. Można nawet powiedzieć, że moim mottem jest: „Jeśli coś robisz, rób to dobrze albo wcale”. Myślę, że nie tylko ja, ale każdy z nas ma w sobie bardzo dużo energii, jedni wykorzystują ją bardziej, a drudzy mniej. Niektórzy po prostu sami nie wierzą w swoją własną siłę. Ja wierzę.
Ta wiara wystarczyła do tego, aby zostać strongmanem?
M.P. – Na pewno była bardzo ważna, ale nie obeszłoby się bez bardziej „banalnych” rzeczy. Żeby istnieć w tym sporcie, ważne są uwarunkowania genetyczne, mocna budowa ciała. To odziedziczyłem po ojcu, który był kulturystą i zaraził mnie już jako dzieciaka tym sportem. No i trzeba być bardzo upartym i konsekwentnym w dążeniu do celu. I wierzyć w to, co się robi, inaczej nic w życiu nie wyjdzie… Czyli jednak wiara to podstawa. Oczywiście konieczna jest ciężka praca. Jeśli się do czegoś dąży i naprawdę chce to osiągnąć, to nie ma obijania się i użalania nad sobą, jak to jest ciężko. Ja się pracy nie boję. Ja się niczego nie boję – naprawdę. Nie można bać się wyzwań – lęk paraliżuje wszelkie działania. Poza wszystkim jestem optymistycznie nastawiony do tego, co robię. Chyba również dzięki temu odnoszę sukcesy.
rozmawiał Leszek Kryniewski więcej w Solarium 49 |